ZEW CTHULHU
7 edycja
Mroczna Latarnia
Po roku przerwy, udało nam się w końcu rozegrać, kolejną
sesję w Zew Cthulhu.
Mój wybór padł na przygodę pt: „Mroczna Latarnia”, która
to całkiem niedawno, ukazała się na stronie DriveThruRPG. Na nasz rodzimy język
przetłumaczyła go ekipa z Black Monk czyli polski wydawca Zew Cthulhu 7 edycja.
Scenariusz ten (jak i cztery inne do innych systemów) został napisany na
rocznicę upamiętniającą śmierć jednego z szefów i założycieli firmy Chaosium,
pana Grega Stafforda.
SESJA
12 kwietnia 1922 roku, agent federalny Roger Jones,
antykwariusz Alfred Vein i okultysta Yuri Kwitovich, przybyli wieczorem do
niewielkiego portu w miasteczku Folly Point. Stamtąd mieli dostać się na
pobliską wyspę Beacon Island. Każdy z panów miał swój osobisty powód by zjawić
się w latarni. I tak - agent miał sprawdzić co się dzieje z tajniakiem, który
zajmuje się sprawą przemytu alkoholu na pobliskich wodach. Antykwariusz miał
otrzymać tajemniczą książkę od jednego z latarników, który to znalazł ją na
pobliskiej plaży, po pewnej burzliwej nocy. Okultysta został poproszony przez
ostatniego latarnika, o pomoc w identyfikacji i wycenie pewnych złotych monet,
które także zostały znalezione na wyspie. Niesamowity zbieg okoliczności,
prawda? ;)
Po przybyciu na miejsce, badacze niezwłocznie udali się do
portu. Tam po zapoznaniu i przywitaniu się ze sobą, byli świadkami sceny w
której światło latarni niespodziewanie gaśnie. Przyszedł więc czas na
działanie, tym bardziej, że słońce miało niedługo schować się za horyzontem!
Brzydka, deszczowa i wietrzna pogoda spowodowała, że port
był wyludniony - nie było w pobliżu żadnych
żeglarzy czy przewoźników, którzy byliby chętni wypłynąć w morze w taka
pogodę. Na szczęście grupa wypatrzyła jednego „chętnego” marynarza o aparycji
„żaby”, który obiecał ich zawieść do latarni.
W połowie drogi na wyspę, nastąpił nieoczekiwany atak w
stylu: „hej, czy tam jest ktoś w wodzie?!”. I w tym momencie „przewoźnik”
zaatakował wiosłem agenta, po czym uciekł skacząc do wody. Roger uniknął ataku
i zrewanżował się napastnikowi strzelaniem w miejsce gdzie zniknął on pod wodą.
Walcząc z żywiołem, badacze dopłynęli w końcu do wyspy
cali i zdrowi. Po chwili badali już pobliski teren i przeszukiwali pobliskie
szopy i budynki, w poszukiwaniu śladów i wskazówek na temat tego, co się tu
wydarzyło. Po w miarę dokładnym sprawdzeniu terenu i odnalezieniu złota oraz
trupów (książki nie było), nastąpił atak wrogo nastawionych do badaczy,
podwodnych humanoidów. „Ryboludy” zaatakowały!
Po pokonaniu stworów, badacze udali się na zasłużony
odpoczynek. Rankiem „posprzątali” okolicę, opuścili latarnię i powrócili do
portu. Następnie bez wzbudzania większych podejrzeń, wrócili do swoich domów...
TECHNIKALIA (Spoiler alert!)
Sesja trwała 4 godziny, zamiast zakładanych przez
scenariusz 1. Połowę sesji zajęło badanie wyspy i poszukiwanie wskazówek.
Postanowiłem nie zatapiać na początku scenariusza statku, gdyż chciałem by
badacze dostali się do latarni dzięki łodzi i przewoźnikowi. Przewoźnik był
hybrydą i jedną z osób które porwały i utopiły latarnika Samuela.
Agent Jones przy teście na Poczytalność, podczas ataku
rybo-ludzi rzuca 100 ;) Wzdrygając się przed potworem, poślizguje się w kuchni
na plamie krwi i upada na tyłek. Palec ląduje na spuście, a broń wypala robiąc
dziurę w stole i suficie.
Zważywszy na to że badacze zabrali ze sobą sporą ilość
broni i amunicji, atak potworów zamienił się w jatkę i pulpową akcję ;) Ale
nawet pomimo tego, pan Jones został dotkliwie zraniony przez jednego z
rybo-ludzi i stracił 10 z 15 PW.
HANDOUTY
Oprócz tego co było do wydrukowania w scenariuszu, sam
zrobiłem jeszcze trzy pomoce do gry. Wykonałem złotą monetę (tekturka i złota farbka)
oraz dwa rysunki „cieni”. Powiększyłem też wpisy z pamiętnika z formatu A4 do
A3, ale na niewiele się to zdało. Ręcznie pisana, niewyraźna czcionka była
ciężka do przeczytania i mój gracz męczył się z nią strasznie. Następnym razem będę chyba musiał sam to przeczytać.
SCENARIUSZ
Ta przygoda jest całkiem dobra jako "jednostrzałówka" (taka
miała być według autorów), jak i doskonałe wprowadzenie dla początkujących
graczy. Jest tajemnica, mroczne odosobnione miejsce i sporo miejsc, gdzie
można przetestować swoje umiejętności. Jest też walka, a jak Strażnik
zadecyduje że ma to być „survival horror”, to może być naprawdę krwawo. Ogólnie
scenariusz mi się podoba i możliwe że poprowadzę go kilka razy, podobnie jak
było w przypadku „Nawiedzonego dom” („Nawiedzenie” w 5 edycji).
"Heheszki" podczas czytania pamiętników ;)
To chyba wszystko na dziś, do przeczytania następnym
razem.
Niech gwiazdy będą w porządku! :)




