poniedziałek, 21 października 2019

Zew Cthulhu #1 - Mroczna Latarnia

ZEW CTHULHU
7 edycja


Mroczna Latarnia


Po roku przerwy, udało nam się w końcu rozegrać, kolejną sesję w Zew Cthulhu.
Mój wybór padł na przygodę pt: „Mroczna Latarnia”, która to całkiem niedawno, ukazała się na stronie DriveThruRPG. Na nasz rodzimy język przetłumaczyła go ekipa z Black Monk czyli polski wydawca Zew Cthulhu 7 edycja. Scenariusz ten (jak i cztery inne do innych systemów) został napisany na rocznicę upamiętniającą śmierć jednego z szefów i założycieli firmy Chaosium, pana Grega Stafforda.



SESJA

12 kwietnia 1922 roku, agent federalny Roger Jones, antykwariusz Alfred Vein i okultysta Yuri Kwitovich, przybyli wieczorem do niewielkiego portu w miasteczku Folly Point. Stamtąd mieli dostać się na pobliską wyspę Beacon Island. Każdy z panów miał swój osobisty powód by zjawić się w latarni. I tak - agent miał sprawdzić co się dzieje z tajniakiem, który zajmuje się sprawą przemytu alkoholu na pobliskich wodach. Antykwariusz miał otrzymać tajemniczą książkę od jednego z latarników, który to znalazł ją na pobliskiej plaży, po pewnej burzliwej nocy. Okultysta został poproszony przez ostatniego latarnika, o pomoc w identyfikacji i wycenie pewnych złotych monet, które także zostały znalezione na wyspie. Niesamowity zbieg okoliczności, prawda? ;)

Po przybyciu na miejsce, badacze niezwłocznie udali się do portu. Tam po zapoznaniu i przywitaniu się ze sobą, byli świadkami sceny w której światło latarni niespodziewanie gaśnie. Przyszedł więc czas na działanie, tym bardziej, że słońce miało niedługo schować się za horyzontem!
Brzydka, deszczowa i wietrzna pogoda spowodowała, że port był wyludniony - nie było w pobliżu żadnych  żeglarzy czy przewoźników, którzy byliby chętni wypłynąć w morze w taka pogodę. Na szczęście grupa wypatrzyła jednego „chętnego” marynarza o aparycji „żaby”, który obiecał ich zawieść do latarni.
W połowie drogi na wyspę, nastąpił nieoczekiwany atak w stylu: „hej, czy tam jest ktoś w wodzie?!”. I w tym momencie „przewoźnik” zaatakował wiosłem agenta, po czym uciekł skacząc do wody. Roger uniknął ataku i zrewanżował się napastnikowi strzelaniem w miejsce gdzie zniknął on pod wodą.
Walcząc z żywiołem, badacze dopłynęli w końcu do wyspy cali i zdrowi. Po chwili badali już pobliski teren i przeszukiwali pobliskie szopy i budynki, w poszukiwaniu śladów i wskazówek na temat tego, co się tu wydarzyło. Po w miarę dokładnym sprawdzeniu terenu i odnalezieniu złota oraz trupów (książki nie było), nastąpił atak wrogo nastawionych do badaczy, podwodnych humanoidów. „Ryboludy” zaatakowały!
Po pokonaniu stworów, badacze udali się na zasłużony odpoczynek. Rankiem „posprzątali” okolicę, opuścili latarnię i powrócili do portu. Następnie bez wzbudzania większych podejrzeń, wrócili do swoich domów...



TECHNIKALIA (Spoiler alert!)

Sesja trwała 4 godziny, zamiast zakładanych przez scenariusz 1. Połowę sesji zajęło badanie wyspy i poszukiwanie wskazówek. Postanowiłem nie zatapiać na początku scenariusza statku, gdyż chciałem by badacze dostali się do latarni dzięki łodzi i przewoźnikowi. Przewoźnik był hybrydą i jedną z osób które porwały i utopiły latarnika Samuela.
Agent Jones przy teście na Poczytalność, podczas ataku rybo-ludzi rzuca 100 ;) Wzdrygając się przed potworem, poślizguje się w kuchni na plamie krwi i upada na tyłek. Palec ląduje na spuście, a broń wypala robiąc dziurę w stole i suficie.
Zważywszy na to że badacze zabrali ze sobą sporą ilość broni i amunicji, atak potworów zamienił się w jatkę i pulpową akcję ;) Ale nawet pomimo tego, pan Jones został dotkliwie zraniony przez jednego z rybo-ludzi i stracił 10 z 15 PW.



HANDOUTY

Oprócz tego co było do wydrukowania w scenariuszu, sam zrobiłem jeszcze trzy pomoce do gry. Wykonałem złotą monetę (tekturka i złota farbka) oraz dwa rysunki „cieni”. Powiększyłem też wpisy z pamiętnika z formatu A4 do A3, ale na niewiele się to zdało. Ręcznie pisana, niewyraźna czcionka była ciężka do przeczytania i mój gracz męczył się z nią strasznie. Następnym razem będę chyba musiał sam to przeczytać.



SCENARIUSZ

Ta przygoda jest całkiem dobra jako "jednostrzałówka" (taka miała być według autorów), jak i doskonałe wprowadzenie dla początkujących graczy. Jest tajemnica, mroczne odosobnione miejsce i sporo miejsc, gdzie można przetestować swoje umiejętności. Jest też walka, a jak Strażnik zadecyduje że ma to być „survival horror”, to może być naprawdę krwawo. Ogólnie scenariusz mi się podoba i możliwe że poprowadzę go kilka razy, podobnie jak było w przypadku „Nawiedzonego dom” („Nawiedzenie” w 5 edycji).

"Heheszki" podczas czytania pamiętników ;)

To chyba wszystko na dziś, do przeczytania następnym razem.

Niech gwiazdy będą w porządku! :)